Przystanęła na chwilę. Przełknęła ślinę, wzięła głęboki oddech i zmierzyła ku niemu.
– Co ty tutaj robisz? – zapytała niepewnie zbliżając się do niego.
– Nie odpowiadałaś na wczorajsze wiadomości, martwiłem się – wyjaśnił. – Chodź, pojedziemy na jakiś obiad – zaproponował.
– Nie, dziękuję. Nie jestem głodna – skłamała, a w tym samym czasie z jej brzucha wydostały się głośne dźwiękami. Nie jadła nic przez cały dzień.
Przekręcił głowę i spojrzał na jej brzuch.
– Wydaje mi się, że jest inaczej – zaśmiał się. – Olivio, nie daj się prosić – otworzył samochód.
Skinęła głową i wsiadła do samochodu. Zamknął za nią drzwiczki i okrążył samochód. Po chwili zasiadł za kierownicą i ruszył. Jak to miała w zwyczaju wpatrywała się w rozmazany obraz za boczną szybą. Kiedy się zatrzymali, powoli otworzyła drzwiczki i stanęła na chodniku.
Uniosła głowę i zauważyła restaurację, w której jeszcze nigdy nie była. Z zewnątrz wyglądała zachęcająco.
– Chodźmy – poczuła na plecach jego dłoń.
– Nie wolałbyś jechać na hamburgera? – zapytała przygryzając wargę.
Czuła, że nie pasuje do tego miejsca.
– Jasne, może jeszcze na stację benzynową? Tutaj karmią naprawdę dobrze – zapewnił, uśmiechając się.
Pokiwała potwierdzająco głową, zasznurowała usta i ruszyła przed siebie. Otworzył przed nią drzwi i gestem zaprosił do środka.
W pomieszczeniu nie było nikogo, prócz obsługi. Wskazał dłonią wypatrzony przez niego stolik. Ruszyli w jego kierunku. Pomógł zdjąć jej płaszcz i przewiesił go na stojący nieopodal wieszak. On również się rozpłaszczył i usiadł naprzeciw niej.
Podeszła miła, młoda kelnerka z kartami dań. Opuściła ich, a kiedy byli już zdecydowani podeszła ponownie. Przyjęła zamówienie i oddaliła się do kuchni.
– Jak w szkole? – zapytał.
– Dzień jak co dzień – bąknęła skubiąc rękaw sweterka.
– Coś jest nie tak… Nadal jesteś na mnie zła?
Uniosła oczy. Były przepełnione żalem.
– Jest mi przykro – powiedziała tylko.
– Dlaczego?
– Nikt mnie nie rozumie – wyjaśniła.
– Ja cię rozumiem – przykrył jej leżącą na stole dłoń własną.
– Nie, Stefanie. Nie rozumiesz mnie. Dałeś temu świetny dowód wczoraj.
– Olivio, ja chciałem tylko, żebyś spróbowała ich zrozumieć. Rodzice są dla dzieci. Jeśli chcą się zmienić, powinnaś się cieszyć.
– Jak mam się cieszyć? Wywrócili wszystko do góry nogami. Prze tydzień kiedy nie pili było inaczej. Inaczej, ale lepiej. Potem znowu upili się tak, że nie wiedzieli o bożym świecie. I od tamtego czasu jest nie do zniesienia.
– A nie uważasz, że wywrócili to wszystko, żeby pokazać jak bardzo chcą się zmienić? Że to była tylko i wyłącznie chwila słabości? Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi – szepnął.
Przez jej ciało przeszedł dreszcz. On miał rację, ale czy to wszystko było na jej siły? Jeśli to wszystko, o czym wspominał jest prawdą, to jak wyjaśni wczorajsze zachowanie ojca?
– Stefanie… – chwyciła go za rękę i zaczęła bawić się jego palcami. – Jeśli jest tak, jak mówisz to jak wyjaśnisz to, że ojciec... wczoraj zrobił mi awanturę? Był całkiem trzeźwy – uprzedziła jego pytanie.
– Jaką awanturę?
– Wróciłam z naszego spotkania i już w progu na mnie naskoczył. Zarzucił mi… – nie potrafiła utrzymać zebranych pod powiekami łez – że się puszczam.
Stefan opadł na oparcie krzesła, jakby ktoś uderzył go w twarz. Jego oczy nabrały rozmiaru pięciozłotówek, a usta lekko się rozchyliły. Spojrzał w okno i zwinął dłoń w pięść.
– Dlaczego to powiedział? – wycedził przez zęby.
– Nie powiedziałam, że wychodzę i podobno się martwili. Mama powiedziała mu o naszej wcześniejszej rozmowie. Uważają, że się puszczam – szepnęła i szybko otarła spływającą po policzku łzę.
– Nie mów tak – pochylił się do przodu.
– Kiedy wszyscy tak uważają – pisnęła.
Nad nimi zawisła postać kelnerki. Twarz miała uśmiechniętą, a w dłoniach trzymała tacę z zamówieniami. Zrobili miejsce, by mogła podać im obiad i podziękowali.
– Uspokój się i zjedz coś – zaproponował.
– Dziękuję, nie jadłam nic od wczoraj – powiedziała niepewnie chwytając sztućce.
– Dlaczego? Nie możesz się głodzić.
– Nie głodzę się. Mama urzędowała w kuchni. Nie chciałam z nią rozmawiać, więc wyszłam do szkoły bez śniadania.
– Smacznego – rzucił z uśmiechem.
Jazda powrotna nie trwała długo. W samochodzie nie panowała cisza. Rozmawiali. Była to tak swobodna rozmowa, jak jeszcze do niedawna. Kiedy zatrzymał samochód przed budynkiem jej mieszkania przełknęła ślinę.
– Jesteś pewna, że nie chcesz pojechać do mnie? – zapytał patrząc na odarty tynk budynku.
– Nie, dziękuję. Nie chcę dawać im kolejnych powodów do kłótni – wyjaśniła. – Dziękuję – pocałowała go w policzek. – Następnym razem to ja zabiorę cię na obiad – powiedziała, choć wiedziała, że nie będzie to takie łatwe.
– Trzymaj się. zadzwonię do ciebie wieczorem, dobrze?
– W porządku. Do zobaczenia.
Wyszła z samochodu i uśmiechnęła się do niego. Weszła do budynku i wolno zaczęła wspinać się po schodach. Opóźniała moment, gdy otworzy drzwi mieszkania najbardziej jak tylko potrafiła. Jednak to, co ma się stać prędzej czy później nastąpi, mimo że zostanie opóźnione w czasie.
Stanęła przed drzwiami, od których w niektórych miejscach odpadła farba. Dotknęłam palcem miejsca, gdzie powinien znajdować się kawałek lakieru i zaczęła dłubać w nim paznokciem. Odetchnęła w końcu i przycisnęła klamkę.
Odwiesiła kurtkę na wieszak i zdjęła buty. Chciała wejść do pokoju, gdy z kuchni dobiegł ją głos matki:
– Siadaj, zaraz będzie obiad.
Westchnęła i przymknęła powieki. Wysłała krótką modlitwę do Boga o to, by dał jej potrzebną ilość cierpliwości. To on od pewnego momentu stał się jej powiernikiem. Bóg i on. Przyjaciel, na którego nie potrafiła się długo gniewać. Rzuciła torbę na łóżko i weszła do łazienki. Umyła ręce i wytarła je w mały, niebieski ręczniczek.
Usiadła na krześle w kuchni. Kobieta podała jej talerz parującej zupy i życzyła smacznego. Jej żołądek był pełen, dlatego z niechęcią spojrzała na talerz. Zbliżyła łyżkę do ust. Poczuła bardzo słony smak. Powstrzymała się od zbędnych komentarzy, ponownie przymykając powieki.
Wzięła sobie do serca słowa, które on wypowiedział. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Każdy z nas popełnia jakieś błędy. Być może kiedyś to ona stanie na życiowym zakręcie i będzie musiała wybrać drogę, która niekoniecznie okaże się tą najlepszą?
Zdobyła się na wspólny posiłek z matą, a to bardzo wiele, prawda? Pani Braun starała się podtrzymywać przyjacielską rozmowę i miłą atmosferę, ale ona tylko przytakiwała lub rzucała krótkie półsłówka. Wszystko wymaga czasu, a zwłaszcza odbudowa mostu, który tak bezmyślnie został zburzony.
______________________________
Hej Kochane! :*
Jestem! A wraz ze mną siódemeczka.
Jak Wam się podoba?
Czy Olivia dobrze robi, starając się choć w małym stopniu porozumieć z matką? :)
Jestem głodna Waszych opinii. :*
Z całego serduszka przepraszam Was za takie haniebne opóźnienie, ale szkoła, projekty, prezentacje, kartkówki, sprawdziany... chyba wszystkim nauczycielom przypomniało się, że zbliża się koniec roku szkolnego... :)
Bardzo dziękuję Wam za to, że jesteście, czytacie i motywujecie. :')
Jesteście wspaniałe. ❤
Życzę Wam udanego weekendu. :*
Jestem! A wraz ze mną siódemeczka.
Jak Wam się podoba?
Czy Olivia dobrze robi, starając się choć w małym stopniu porozumieć z matką? :)
Jestem głodna Waszych opinii. :*
Z całego serduszka przepraszam Was za takie haniebne opóźnienie, ale szkoła, projekty, prezentacje, kartkówki, sprawdziany... chyba wszystkim nauczycielom przypomniało się, że zbliża się koniec roku szkolnego... :)
Bardzo dziękuję Wam za to, że jesteście, czytacie i motywujecie. :')
Jesteście wspaniałe. ❤
Życzę Wam udanego weekendu. :*
Całuję!
Kolorowa Biel ❤
Kolorowa Biel ❤